Meg

Meg

Z punktu widzenia czarnej kotki

Uwaga! Ten blog piszę ja, kotka Meg.

piątek, 15 czerwca 2012

Poodwiedzinowo


Ostatnio nie pisalam, bo musiałam zająć się Lucy.
Wizyta kilkudniowa gości z Australi 'wstrząsnęła' naszym domem.
Lucy znowu przesiedziala pod łóżkiem parę dni mimo że była głodna, bo jak tylko wychyliła nosek, wrzeszczący wniebogłosy dwulatek zaganiał ją tam ponownie.
Mama dziecka uważała bowiem że dziecku trzeba dać co chce: czajnik, kuchenkę, popstrykac światłem, pstryczkiem od pralki, pobawić się czymkolwiek nawet jeśli to jest z porcelany.  No i straszyć kota.  Bo dziecko KRZYCZY.
Więc dziecko krzyczalo bez przerwy.
Nie przesadzam.

No i teraz zrobilo się w domu znów cicho i przyjemnie.
I jescze mamy inne nowości z których się bardzo cieszymy.

U Juli w pokoju zawisły nowe obrazki od Ewung. Nie wyszła nam jakość zdjęć, ale zobaczyć je można tu
Pan kotek idzie do panny kotki z kwiatuszkami w ciemną noc, a panna koteczka niecierpliwie czeka.
Mamy jeszcze takie obrazki, też tej samej artystki.
Bardzo nam się podoba styl tych rysunków, niby prosty, dziecinny, bajkowy, ale bardzo finezyjny i    widać 'artystyczną rękę'. Poza tym one jakoś tak bardzo pasują do naszego domu.
Dawno temu, kiedy trafiliśmy na bloga efkaikoty.blogspot.com od razu byliśmy zauroczeni.

A ja mam nad moim łóżkiem (MOIM ŁÓŻKIEM w ktorym pozwalam Krzysiowi spać, ale nie zawsze pozwalam mu się przykryć kołdrą, bo na niej śpię)  taki obrazek:

 Na drzewie jestem ja,
tylko te ptaszki trochę za wysoko, nie wiem czy dam radę je złapać.

Jesli już mowa o ptaszkach, znalazłam książkę w której kot tak pisze, jakbym pisała to ja.
Po prostu balsam na moją duszę.
Jest to książka Ann Fine pod tytułem" The Diary of a Killer Cat"
Poprosilam panią domu o wolny przekład dwóch fragmentow, bo nie mamy polskiej wersji.

"Pamiętnik kota zabójcy"

" No dobrze, możecie mnie powiesić. To ja zabilem ptaka. W koncu  j e s t e m  k o t e m.
Do moich obowiazków należy skradanie się po ogrodzie i patrolowanie malutkich świergocących ciasteczek, które przelatują z jednego żywoplotu na drugi.
To co ja mam zrobić, jeśli taka pierzasta kulka pyszności praktycznie sama wpada mi do pyszczka?"

Spodobal mi się tez fragment z drugiej cześci tej serii:"Zemsta kota zabójcy"

'" Bardzo dobrze" powiedzial. "Grzeczny chłopczyk"
Grzeczny chłopczyk?  Co on myśli, że kim ja jestem? Głupim psem?
 Zmrużyłem oczy złowieszczo. Gdyby zamiast starej ścierki miał choć trochę mózgu, wiedziałby co takie zmrużenie oznacza.
Oznacza: Przepraszam: który z nas jest wytresowany jak pies?
Czy ja robię to co co ty chcesz?  N i e.
Czy przychodzę, kiedy mnie wołasz? N i e.
Chodzę sobie własną słodką drogą.  B o  j e s t e m  k o t e m.
Ty natomiast jesteś świetnie wytresowany
Jak jestem głodny, wystarczy że poplączę ci się pod nogami tak, że o mało co sie nie potkniesz i już otwierasz mi puszkę.
Jeśli chcę wyjść, stanę tylko pod drzwiami z mina taką jakbym chciał zwymiotować, a ty prędko otwierasz mi drzwi.
Więc kto tu może komu powiedzieć "grzeczny chlopczyk".
Tak, ja tobie. A nie ty  m n i e.'


To książki dla dzieci, ale i tak polecam ją wszystkim.
Po prostu  k w i n t e s e n c j a    k o t a.
 A i ilustracje niczego sobie.
Milego weekendu.

Wasza (słodka kotka) Meg


10 komentarzy:

  1. Znamy te klimaty z dzieciątkiem ...
    swego czasu myślałam ,że wyjdę z siebie,
    zanim małego przestawiłam na w miarę normalne zachowanie...

    Obrazki znam, znam wszystkie znam.
    One mają swój klimat i pewnie pasują do Waszego domu :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pasują jak ulał.
      Tylko jeszcze nam mało..

      Usuń
  2. Ofiara bezstresowego wychowania, zal mi takich rodzicow i ich dzieci. Znam taka dziewczyne jest rok starsza od mojej corki, Dorotka robila co chciala, a teraz zal mi jej matki ale sama sobie zgotowala taki los.
    Obrazki znam, sa sliczne, obserwuje ten blog.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bezstresowego? Ależ nie mogę sobie wyobrazić nic bardziej 'stresowego'. Dziecko placze non stop, mama nie ma czasu się wysikać, a wszyscy wkoło zatykają uszy..

      Usuń
  3. To nie dziwię się, że odpoczywacie po wyjeździe gości a biedna Lucy musi dojść do siebie.
    Dziękuję za zdjęcia prac - bardzo mi się podoba efekt. Aż nie wierzę, że to moje prace :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedy jakość zdjęć nam nie wyszła.. Zapraszamy do nas na oglądanie efektu!

      Usuń
  4. Brrr - wizyty dzieci w domu. Na szczęście u nas koty mają swój azyl na górze, a dzieciom, które by nas odwiedzały nie wolno tam wchodzić i kropka.

    Książeczka super, tak samo jak obrazki Ewy, które uwielbiam. Miłego wypoczynku (bezdzieciowego) Meg :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas też mają azyl na górze. Jadłyśmy tez na górze, przy szafie z lustrem i było nas czery...

      Usuń
  5. Kurcze, ciężka sprawa z takimi odwiedzinami! Ja bym była zła:-(

    OdpowiedzUsuń
  6. Byłyśmy złe troszeczkę, ale najbardziej nam szkoda mamy tego dziecka, bo taka zmeczona, że ledwo nogami powłóczy..I nie zdaje sobie sprawy, że nie tędy droga. To ona ma wychowywać dziecko, a nie dziecko ją!

    OdpowiedzUsuń